poniedziałek, 27 października 2014

Konkursy o wrocławskich mostach

Towarzystwo Miłośników Wrocławia każdego roku organizuje szereg konkursów skupionych w ramach Wielkiej Nagrody Wrocławia. Są to konkursy dla pasjonatów wielu dziedzin! Są konkursy dla znawców historii naszego miasta, dla osób mających talenty pisarskie czy konkursy dla osób utalentowanych plastycznie i nie tylko! W tym roku szkolnym tematem są: 

WROCŁAWSKIE MOSTY

za: commons.wikimedia.org, autor Navaho, 2007
XXIV POWIATOWY KONKURS PLASTYCZNY
„WROCŁAW, MOJE MIASTO”

Szykujecie pracę plastyczną wykonaną w dowolnej technice w dowolnym formacie i technice. Jest tylko jeden warunek - praca musi być tematycznie związana z wrocławskimi mostami. Nie będą przyjmowane tak zwane formy przestrzenne.

XX POWIATOWY KONKURS FOTOGRAFICZNY
„WROCŁAW W FOTOGRAFII”

Szykujecie indywidualne prace fotograficzne w formacie 13x18cm do 18x24cm. Zdjecia mogą być zarówno czarno-białe, jak i kolorowe. Może warto wykorzystać nadchodzące piękne dni, na wykonanie ciekawych fotografii w jesiennej scenerii, a może warto poczekać na zimową szatę, samo oceńcie!

X POWIATOWY KONKURS
NA MULTIMEDIALNĄ PREZENTACJĘ O WROCŁAWIU

Konkurs jest jednoetapowy. Szykujecie prezentacje multimedialne lub krótkie klipy filmowe, których motywem przewodnim są oczywiście wrocławskie mosty. Do konkursu dopuszczone będą wyłącznie prezentacje i filmy prezentujące autorskie zdjęcia i klipy. Jeśli już wykonacie zdjęcie czy nakręcicie film to możecie je przynieść do nauczyciela na płycie CD. Przyjmowane są prace wykonane w programie Power Point (wersja do 2007) lub krótkie formy filmowe (format AVI). 

Na Wasze prace czekamy do 2 marca 2015 (poniedziałek).

Zespole Szkół Plastycznych prace oddajecie do p. Gabryeli Taczyńskiej (sala 203).
Tu ważna uwaga konkursy przeznaczone są tylko dla gimnazjalistów!

Gimnazjum nr 29 prace oddajecie do p. Jana Taczyńskiego (sala 36).

ZAPRASZAMY!

sobota, 25 października 2014

TurKol - Turystyka Kolejowa: Poznań Główny - Kościerzyna - Bytów - Poznań Główny

Jeśli jesteś miłośnikiem kolei, który tylko czyha na przejazd nieużywaną od dawna trasą... Jeśli na dźwięk pociągu automatycznie włącza Ci się aparat fotograficzny... Ponadto gdy masz na koncie przesiedziane już miliony godzin na pociągowym siedzeniu...Skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą! Albo nie, lepiej z... TurKolem

za: www.turkol.pl
Wycieczki nieużywanymi liniami kolejowymi, przejazdy parowozem, wyjazdy zdjęciowe... Wszystko to nazywamy turystyką kolejową. Akcje takie organizowane są kilka razy w ciągu roku i są to na prawdę osobliwe i wspaniałe inicjatywy, dzięki którym przy okazji można zwiedzić spory kawałek kraju! Niestety- większość, jeśli nie wszystkie, wyjazdy rozpoczynają się w Poznaniu. 


Jednym z pociągów specjalnych był "SKANSEN/JELEŃ" wyruszający wczesnym porankiem z dworca Poznań Główny w dniu 25.10.2014. Jego trasa była następująca: 
Poznań Główny - Gniezno - Chojnice - Kościerzyna - Lipusz - Bytów - Lipusz - Kościerzyna - Chojnice - Piła - Krzyż - Poznań Główny.


Można było wysiadać na wielu stacjach i robić zdjęcia. Atrakcją wycieczki było także zwiedzanie Muzeum Kolejnictwa w Kościerzynie. Zza okien można było podziwiać malownicze widoki m.in. z Pojezierza Kaszubskiego oraz Parku Narodowego "Bory Tucholskie". 

fot. MŁ, 2014
bilety; fot. MŁ

Zaniedbana stacja na nieużywanej linii; fot. MŁ

Pojezierze Kaszubskie; fot. MŁ

sobota, 18 października 2014

Piesza Pielgrzymka do Trzebnicy

fot. MŁ, 2014

Jest kilka miejscowości na trasie Wrocław- Trzebnica, które ożywają dokładnie dwa razy w roku. Uliczki, którymi na co dzień chodzi tylko kilku mieszkańców, dwa koty i jeden pies nagle zapełniają się ludźmi. Wokół słychać śpiewy, a gwar jest wręcz niemiłosierny. Czasami wprawne ucho dosłyszy jęki zmęczonych podróżą. Taki klimat ma tylko jedno wydarzenie- piesza pielgrzymka! 


O świcie pod wrocławską Katedrą kręcą się tysiące ludzi. Mają trudności żeby spotkać swoich współtowarzyszy na długą podróż. Zawsze będzie dla mnie zagadką jakim cudem te tłumy mieszczą się na Ostrowie Tumskim. Jeśli ktoś idzie na Pielgrzymkę po raz pierwszy robi to na nim ogromne wrażenie. "Tysiące ludzi, tak różnych, ale jeden cel i jeden Pan Jezus łączący wszystkich. To niesamowite!" - powiedziała moja koleżanka Marysia debiutująca w tym roku. 

fot. MŁ, 2014
Kiedy już wyruszysz - może w jakiejś konkretnej intencji, może w celu dania świadectwa wiary, może w jeszcze jakimś innym, a może we wszystkich na raz - wierzysz, że dojdziesz. Wokół słychać śpiewy wychwalające Pana. Choć każda z wielu grup w danym momencie śpiewa coś innego, wszystkie głosy łączą się w jeden, który z wielką mocą leci ku górze. 

Pierwszy postój. Gdzie by tu usiąść? Może tam, pod płotem. Pooglądamy inne grupy. Idą, idą, idą... Nie skończą się chyba nigdy! A każda śpiewa, skacze, raduje się w Panu! W jednej właśnie kończy się kazanie! A w następnej różaniec! Zmęczeni pielgrzymi padają radośnie na nieco jeszcze mokrą od rosy trawę i wyciągają pierwsze kanapki. 

fot. MŁ, 2014
Gdy przechadzasz się przez wieś podczas postoju co pięć sekund ktoś wymawia Twoje imię lub rzuca Ci się na szyję. Taki los dotyka najmocniej księży, którzy są powszechnie znani.

Drugi postój. Trochę więcej odgłosów zmęczenia, trochę mniej radości. Ale nikt się nie poddaje. Księża mocno spracowani spowiadają przez cały czas. 

Trzeci postój. Na trasie pielgrzymki do Trzebnicy jest to Wysoki Kościół. Niestety nazwa jest adekwatna do rzeczywistości, ponieważ podejście pod górę było niełatwe. Siostry i mieszkańcy rozdają pokrzepiające kanapki, można kupić herbatkę/kawę/czekoladę... 

fot. JT, 2014
W końcu wyruszamy w najtrudniejszy, bo ostatni, odcinek trasy. Błoto pod nogami, czasem kurz. Co chwila wpadasz w kałużę. Ale "WIELBIĘ PANA W KAŻDYM MOMENCIE" - brzmi z głośników. Po chwili ksiądz dodaje "Nawet w tym błocie!". I od razu lżej i radośniej podążasz dalej. 

Na horyzoncie wyłania się wreszcie wieża bazyliki św. Jadwigi! Wiesz,co to oznacza? Że DAŁEŚ RADĘ! Albo lepiej - DALIŚCIE RADĘ! Bo bez Tych z Góry by się zapewne nie udało, albo byłoby trudniej! 

Pielgrzymka ma w sobie coś, co bardzo zbliża nas do Boga. To trud, który sobie zadajemy w połączeniu z niesamowitym klimatem tego wydarzenia. Serdecznie zapraszam na coroczną pielgrzymkę do Trzebnicy, a także- jeżeli chcecie poczuć to jeszcze lepiej- na Jasną Górę. Szczegóły zawsze w linku.


Tekst: Magdalena Łukowiak

wtorek, 14 października 2014

Refleksja w Dniu Nauczyciela

Wczesna pobudka to oznaka, że jest zwykły dzień pracy. Tylko podczas najdłuższych dni roku jest już jasno. Przeważnie ciemno, czasem deszczowo, czasem śnieżnie, a czasem pogodnie. Najważniejsza czynność z samego rana, obok porannej toalety to porządne śniadanie i duża ilość picia. Potem, już w pracy często nie ma czasu by spokojnie zjeść czy się napić!

W drodze do pracy.
Otwieram drzwi od garażu, wyciągam rower. Kilka, dobrze znanych, wariantów trasy na Kraińskiego. W końcu zza drzew wyłania się sylwetka Gimnazjum. Zazwyczaj jest siódma rano. Na korytarzu pierwsi uczniowie, twardziele. W pokoju nauczycielskim są już niektórzy nauczyciele. Zazwyczaj te same twarze. Idę prosto na górę, przekręcam klucz w zamku i jestem w moim królestwie. Spędzę tutaj kilka godzin, które bardzo niepostrzeżenie miną. Raz, dwa i będzie szesnasta! 

Zespół Szkół Plastycznych. Zegarek nad nami bezczelnie kłamie.
Jest 15.45. Właśnie skończyła się lekcja 9, w klasie IIIa.
W międzyczasie setki twarzy, dziesiątki spraw, kilka lekcji. Niby niewiele, ale może porządnie wymęczyć. Szczególnie, jeśli trzeba co chwilę zmieniać "dekorację" - co lekcja to inny temat! Po lekcji uczniowie mają swoje ważne sprawy, w międzyczasie jeszcze dyżur ... Dużo tego! Czasem można poczuć się jak piłeczka, bezwolnie odbijana od sprawy do sprawy, od ucznia do ucznia ... Nie ma jednak rutyny. Zawsze zdarzy się jakaś zabawna historia.

Zespół Szkół Plastycznych. Jak nie kochać takich uczniów!
"To ja Gabrysia zmazałam tablicę!" :) Dziękuję Gabrysiu, plusik!
Czasem mogę wcześniej wyjść ze szkoły, ale tylko czasem prosto można pójść prosto do domu. Najczęściej odbywa się przeszukiwanie plecaka. Muszę odnaleźć plik kolorowych kluczy zawieszonych na niebieskiej smyczy. Otwierają one drzwi do krainy sztuk pięknych, do schowanego wśród kamienic wrocławskiego "Plastyka".


Pęk kolorowych kluczy na niebieskiej smyczy jest!
Można wykorzystać tajemnicze, tylne drzwi do Plastyka
Nikogo tu nie dziwi widok nauczyciela, który zaczyna pracę za pięć trzecia. Uczniowie w grafiku mają nawet 10 lekcji. Przede mną jeszcze dwie godziny pracy. W końcu kiedy do sali zagląda pani sprzątająca zdaję sobie sprawę, że pora kończyć, choć jeszcze wypada sprawdzić zeszyty, czy kartkówki a oceny wpisać do dzienników. Tak, tak jeszcze tych papierowych!  

Trzeba się pośpieszyć! Jeszcze wypada sprawdzić zeszyty,
a do sali zagląda już pani sprzątająca!
Czy przychodzi zmęczenie? Tak! Czy warto być nauczycielem? Tak! Przychodzi wreszcie taki dzień, kiedy odczuwa się wielką satysfakcję. Kiedy pomimo zmęczenia wskrzesza się w sobie energię do poprowadzenia ciekawej lekcji i wtedy widzi się błyszczące oczy uczniów. Dzień, w którym ktoś z Was wreszcie z uśmiechem stwierdza, że się nauczył czegoś trudnego! Bezcenne jest tez to słowo wsparcia od najbliższych i poczucie dobrze realizowanego powołania płynące z Góry.

Tekst powstał z inspiracji uczniów i nauczycielki j. polskiego z przeznaczeniem do okolicznościowej gazetki z okazji Dnia Edukacji Narodowej. 

piątek, 10 października 2014

Kulisy serialu: Lekcja o Japonii

Światła, kamera, AKCJA! - tymi słowami od dziś może zaczynać się każde koło geograficzne z udziałem uczniów Gimnazjum numer 29. Nie koniecznie w budynku szkoły. 10.10.14 roku Ogród Japoński stał się planem dla młodych filmowców chcących zaliczyć projekt gimnazjalny w ciekawy sposób - nagrywając lekcję o Japonii. 


fot. MŁ
Role zamieniły się i nauczycielką zostać miała Karolina. Początkowe problemy z rozstawieniem sztalugi służącej za tablicę rozwiązał niezastąpiony jednak Nauczyciel - JT. W końcu uczy w Szkole Plastycznej! Mostek na wodzie stanowił niewielkie zagrożenie, że któryś z elementów scenografii wpadnie do wody, ale szczęśliwie nic ani nikt nie ucierpiał. W scenerii pięknej, japońskiej jesieni wszyscy wczuli się w klimat sztuki i co raz to wpadały do głowy nowe pomysły. 

Zachodzące Słońce zadecydowało jednak, że na dziś koniec zdjęć. Ale nie koniec na zawsze, więc wypatrujcie cierpliwie relacji z różnych etapów kształtowania Geograficznego Koła Filmowego, a także efektu finalnego - pierwszego video! Nie zdradzam więc zbyt wielu szczegółów, bądźcie cierpliwi!

A oczekując efektów naszej pracy zapraszam do posłuchania Pieśni o Japońskiej Jesieni Yasuo Kuwahara - dokładnie taka jesień spotkała nas dzisiejszego dnia w Parku! :)





Jeżeli nie życzą sobie Państwo, aby Państwa zdjęcie lub zdjęcie z państwa wizerunkiem, było zamieszczone w galerii, proszę przesłać informacje na adres email: jan.taczynski@wp.pl. Po otrzymaniu informacji zdjęcie zostanie usunięte.



Zdjęcia, relacja: Magdalena Łukowiak

środa, 8 października 2014

Góra zeszytów


W gabinecie geograficznym, na parapecie piętrzy się góra zeszytów pierwszoklasistów. Dla mnie oznacza to duży wysiłek przy sprawdzaniu, a dla młodych jest to okazja do dostania oceny. Dlaczego informuję o tym na blogu? Bo wkrótce, kiedy już przejrzę wszystkie zeszyty pierwszoklasistów podzielę się z Wami ciekawymi "Wizjami Świata". Niektóre są naprawdę wyjątkowe!

poniedziałek, 6 października 2014

Wernisaż poplenerowy uczniów Zespołu Szkół Plastycznych 2014

Eleganckie stroje, eleganccy ludzie, eleganckie miejsce ... Poniedziałek, 6 października, godzina 17:00. Czy to jakieś wyśmienite przedstawienie w Operze? Nie! To wernisaż poplenerowy uczniów ZSP z klas 4L oraz 6a. Wyjazdy obu klas odbyły się w maju 2014.


Myślami przenosimy się do odległej Chorwacji i oglądamy krajobraz śródziemnomorski w pełnej krasie. Naszym oczom ukazują się takie właśnie nadmorskie skały, roślinność i charakterystyczna zabudowa. Czujemy się, jakbyśmy właśnie przenieśli się w inny świat! 



Z drugiej strony nagle znajdujemy się kilka tysięcy metrów wyżej i stąpamy po szczytach Tatr. Mieszkamy w spokojnym i cichym domku na "odległym bezludziu", gdzie od czasu do czasu odwiedza nas jedynie jakiś góral pasący owce. Musimy porąbać drzewo w drewutni...


Nagle jednak z atmosfery wakacyjnej wyrywa nas radosne powitanie od znajomego Plastyka. Skąd on wziął się w Chorwacji? A nie, zaraz, czy my nie byliśmy w wysokich górach? Przez chwilę nie możemy się odnaleźć i okazuje się,że jesteśmy w Teatrze Polskim we Wrocławiu, a wszystkie te niesamowite krajobrazy to obrazy uczniów ZSP! W taki nastrój może wprawić człowieka jedynie kawałek dobrej sztuki! 

piątek, 3 października 2014

"Telfie" (Szkolne Warsztaty Astronomiczne)

Wspominałam już o Szkolnych Warsztatach Astronomicznych. Jednym z głównych nurtów, którymi zajmowaliśmy się we wrześniu 2014 była astrofotografia. Najpierw jednak trzeba się nauczyć pracować z aparatem przyłączonym do teleskopu.



Po chwili teorii należy przejść do praktyki. Początkowo za dnia, aby widzieć dokładnie co i jak ustawić, oraz gdzie podłączyć. Młodzi astronomowie są jednak pomysłowi i zamiast robić zdjęcia słupom lub tablicom rejestracyjnym samochodów postanawiają zrobić zdjęcia... sobie samym! Tak też narodziło się nazwane przez nas "telfie", czyli słynna "sweet focia" wykonana... teleskopem! Poniżej przedstawiam przykładowy efekt. 

fot. Kasper Stasiak, na zdj. KS, MŁ; 10.2014

Szkolne Warsztaty Astronomiczne okiem Weterana...

fot. Tomasz Mrozek, 2013
Wczesna pobudka, nagłe znalezienie się w pociągu. Zaraz- pociągu? Przecież zazwyczaj jedziemy autobusem. No nic, chyba coś się zmieniło. Spoglądam na swoje nogi – znowu górskie buty do wygodnych dresów, na szyi nieśmiertelny szalik, a pod pachą puchowa, zimowa kurtka. Jest początek października.

Zakładam na plecy plecak i uginam się pod jego ciężarem. Nie, tym razem nie mam ani laptopa, ani aparatu. Przecież na górze ma na nas czekać nowa pracownia… Co jest nie tak? Acha, to nie mój plecak- to plecak Kasi, która wzięła toster! Posiłki są stanowczo zbyt rzadko.


fot. MŁ, 2013
Pierwszy krok pod górę i od razu łapię zadyszkę. Jeszcze jeden i następny. I tak przez najbliższe kilka godzin marszu. Odwracam się i widzę, że współuczestnikom Warsztatów równie ciężko. Po chwili jednak z uśmiechami na ustach przyzwyczajamy się i dziarsko idziemy przed siebie. 

Kamieniołom Stanisław. Pod stopami tony kwarcu. Kto by się spodziewał?

Znowu kręta, niekończąca się droga. Zakręt, a za nim następny. Powoli zaczynają boleć nogi. Jeszcze jeden zakręt. I kolejny. Czy to już…? Nie, to tylko rozdroże. A teraz…? Kłody. Tak, tak! Widzę ORLE! Widzę ORLE!

To tutaj spędzę kilka kolejnych, wspaniałych dni i nocy! Tak długo na to czekałam! Znów codzienne bieganie od Strażnicy do Schroniska i z powrotem, wpadanie do kałuży po ciemku, znów kamienie uniemożliwiające ustawienie teleskopu, znów pięć warstw ubioru…! Ach! Natychmiast odzyskuje wigor i rozmarzona siadam na ławce, aby poczekać na resztę grupy. 


fot. KS, 2014
Po szybkim zakwaterowaniu i zaklepaniu jedynego słusznego łóżka w Strażnicy natychmiast zostajemy zaprowadzeni na wykład. Znów te same, długie ławki, które uniemożliwiają zaśnięcie! Aż mi się przypominają pierwsze warsztaty i po raz kolejny siadam w tym samym miejscu. 



Słychać pierwsze oznaki marudności, ponieważ ludzkość umiera z głodu. Ale nie, jeszcze ze dwa wykłady i zajęcia warsztatowe na zewnątrz!


W końcu po wysłuchaniu burczenia we własnym brzuchu głośniejszego od Wykładowcy mój żołądek doczekuje się strawy! Ale jakiej strawy! Takiej prawdziwej, domowej, że aż palce lizać! Kapuśniak i pierogi tym razem, ale aż mi się przypominają poprzednio roczne dania. Ta sala, w której jemy kojarzy mi się już tylko ze zgłodniałą bandą młodych astronomów próbujących upiec kiełbaski w kominku. Ciekawe, jak będzie tym razem!?

Po obiedzie niespodzianka- wykład! W dodatku po raz kolejny pan Sylwester mówi o zanieczyszczeniu światłem. Idealna okazja do drzemki, ale z racji, że nie wypada - trwam twardo na posterunku i ciekawa jestem, co się zmieniło.

fot. Mateusz Misztal, 2014
Postrach siany wśród nowicjuszy - „dziś nie śpicie ani minuty” chyba nie musi być aż tak straszny. Znów ubrana w pięć warstw, dwie pary spodni, zimowe skarpety, nieodłączną czapkę Łosia, rękawiczki i niewiadomo co jeszcze dzielnie wychodzę na dwór. Podnoszę oczy ku niebu, staję i… ruszyć się nie mogę! Droga mlecza oślepia mnie swoją majestatyczną pięknością, a gwiazdozbiory które próbuję rozpoznać nie pozwalają mi się przemieścić. Jak to możliwe, że za każdym razem niebo w Górach Izerskich jest piękniejsze?

Po raz kolejny staram się rozłożyć teleskop, co po raz kolejny nie idzie zbyt dobrze. Gwiazda polarna jakoś magicznie przesuwa się co chwilę, tubus jest zbyt ciężki i jakoś nie chce się zablokować, a krzyżyk w lunetce celowniczej wcale nie chce być na środku jasnego obiektu… Przybiega jakiś pomocny astronom, nawet nie wiem który bo jest zbyt ciemno, puka się w czoło i wszystko poprawia, a następnie poprawia jeszcze raz, bo róg czapki łosia puknął statyw i cała robota na marne …


Tak też mija większa część nocy, a zamarzające ręce i palce u stóp powoli sprawiają, że mam dość. Nie poddaję się jednak i rosa wokół jest mi nie straszna. Czerwona latarka bardzo się przydaje, jeśli nie chcę się przewrócić. Chociaż i to czasem się zdarza łosiom chcącym zostać astronomami -amatorami.

fot. Grzegorz Żakowicz, 2013
Prawie nie kładę się spać, a natychmiast wstaję, tak samo nierozgarnięta, nieuczesana, ubrana w dres jak poprzednio- biegnę na śniadanie doskonale znaną mi drogą.



Nie mija nawet chwila, a już zaczyna się wykład. Cała rzeczywistość zlewa się w jeden dzień, ludzie wyglądają jakby nie spali całą noc … Zaraz, przecież oni naprawdę nie spali!


Po serii warsztatowo-wykładowej nie jesteśmy najwyraźniej zbyt zmęczeni. Kogo zmęczyłoby skakanie po drabinie do obserwacji meteorologicznych czy też konstruowanie gnomonu z ołówka i kątomierza, a następnie wyliczaniu z jakichś dziwnych pomiarów stałej słonecznej? Znów stają mi przed oczami poprzednie wyjazdy kiedy to do drugiej w nocy słuchałam wykładu o astrofotografii, albo sama opowiadałam o podróży na Marsa. Właściwie to zlewa się w jedne, długie SWA i okazuje się, że o kosmosie wiem już całkiem dużo. 


fot. MŁ, 2013
Pora więc na spacerek – ścieżka planetarna to niezbyt duże wyzwanie, ale z pewnością motywacja, żeby doczekać się na upragniony obiad. Skały, planety i krajobraz Gór Izerskich to trzy punkty, na których się skupiamy podczas przejścia. 


Gdy dopadam w końcu miski z zupą i talerza z ryżem czuję się niesamowicie dobrze. Chmury za oknem są trochę przygnębiające, dlatego lepiej spędzić wieczór w środku wysłuchując niezwykle ciekawych wykładów – tym razem o końcu świata, zmianach klimatycznych, efekcie cieplarnianym … Zaraz, a może to było poprzednio? A, nie wiem, chce mi się spać!

Ze spania jednak nici, ponieważ ktoś rozpalił ognisko i wygłodniała gromada młodych astronomów znów rzuca się na kiełbaski. Miło gawędząc, popijając herbatkę i zagryzając chlebem z keczupem czekamy, aż podniesie się mgła i zacznie być widać cokolwiek! „Tu są ludzie ze szkoły i ludzie z lasu” – mówi pan Żakowicz. Ups, to drugie to chyba o mnie, bo moje rogi zasłaniają niektórym ognisko. Rozbawieni nawet nie zauważamy, że się przejaśnia.


fot. Tomasz Mrozek, 2013
Gdy w końcu ktoś rzucił hasło – „teleskopy na platformę” - poszły za nim tłumy młodych astro fotografów. Tej nocy na obserwacje były marne, ale wszystkie teleskopy zostały zajęte przez aparaty marki Canon. Znów przypominają mi się wykłady pana doktora Mrozka na temat ostrości, ogniskowej, ustawień … Ach, to były czasy, kiedy o drugiej nad ranem byłam w stanie to spamiętać! Teraz przede mną już tylko praktyka …


Męczymy się więc podobnie jak poprzednio i próbujemy wybrać obiekt do fotografowania. Najwytrwalsi, pomimo zamarznięcia, zachrypnięcia itp. trwają do samego rana, kiedy to udają się do pracowni na obróbkę własnych dzieł.

Znów ledwo kładąc się, wstaję i rozczochrana biegnę na tradycyjne zdjęcie grupowe, przed budynkiem, a potem na śniadanie. Znów wykład. Chwila, który to dzień? To są 3, czy 4-dniowe warsztaty? Kto siedzi koło mnie? Chyba zaczynam dostawać choroby niewyspania, ale powoli przypominam sobie rzeczywistość.

Niestety dziś wracamy. Znów droga do Jakuszyc, znów jesień na szlaku, znów smutek na twarzach uczestników. Spokojnie- jeszcze się spotkamy! Już nie mogę się doczekać kolejnego wejścia na górę, kolejnych nieprzespanych nocy, kolejnych wykładów i kolejnych zdjęć! 

Skład XII SWA, fot. Grzegorz Żakowicz, 2013
Jeżeli zainteresował Cię ten tekst, jesteś uczniem liceum (nie koniecznie z Wrocławia) i lubisz łączyć astronomię z przyrodą i górami... Na co czekasz? Wejdź na stronę SWA i dowiedz się więcej! Jest to inicjatywa, w której biorą udział astronomowie z Uniwersytetu Wrocławskiego - sami fachowcy! Jedyna okazja, żeby ich poznać :) Najbliższe warsztaty: kwiecień/maj 2014!

czwartek, 2 października 2014

Zajęcia na Promenadzie Staromiejskiej


Dzisiaj na lekcji geografii klasa IIa wyszła na zajęcia terenowe. Mierzenie wysokości drzew i oznaczanie ich wieku, ćwiczenie umiejętności orientacji mapy ... to wszystko już kiedyś było. Było jednak kilka nowości. przede wszystkim lokalizacja zajęć - Promenada Staromiejska, czyli park nad Fosą Miejską w bezpośrednim sąsiedztwie szkoły. Okazało się, że choć drugoklasiści spędzają w budynku wrocławskiego Plastyka pół swojego życia, to jego okolice kryją wiele zagadek! Drugą nowością było ćwiczenie polegające na przygotowaniu mapy dźwięków.  


Comments System

Disqus Shortname