niedziela, 8 maja 2011

Lichków i Kraliki (wycieczka 38)

Znów piękny poranek. Zegar na dworcowym wyświetlaczu wskazuje godzinę 4.40. Wycieczki w tym roku szkolnym rozpoczynają się zdecydowanie za wcześnie! Ale nie ma innego wyjścia, jeśli chce się coś zobaczyć to trzeba wcześnie wstać. Tym razem naszym celem jest rejon umocnień czechosłowackich w okolicach Kralików, na południe od Międzylesia. Długą drogę przeznaczyliśmy na odsypianie zarwanej nocy, albo podziwianie widoków. Wschodzące słońce oświetlało pole w okolicach Wrocławia, wzniesienia w okolicach Strzelina, wieżę bazyliki w Bardzie, czy wiekowe mury twierdzy w Kłodzku. W końcu wizyta czeskiej konduktorki uświadomiła nam, że jesteśmy już blisko celu.

W Lichkowie mieliśmy nieco ponad godzinę na przesiadkę. Czas postanowiliśmy wykorzystać na wycieczkę do pierwszego bunkra. Drogę odnaleźliśmy bez trudu. Umocnienia rzeczywiście nie robiły wielkiego wrażenia. Betonowy bunkier i towarzyszące mu ziemne nasypy miały za zadanie chronić szosę i linię kolejową z Lichkowa do Letogradu.. Niestety, pomimo zachowania wszelkich środków ostrożności, nasz dowódca – p. Taczyński nadział się na zaporę przeciwpiechotną. Na szczęście obyło się tylko na strachu.

Znów wsiedliśmy do pociągu, ale tylko na chwilę, by po przejechaniu kilku kilometrów wysiąść na stacji w Średniej Lipce. Przed nami większy kompleks fortyfikacji, składający się z trzech bunkrów. Dwa z nich powinny być otwarte, gdyż pełnią rolę muzeum. Niestety, jak to zwykle bywa, były zamknięte. Postanowiliśmy odszukać najmniejszy bunkier, znajdujący się w szczerym polu. Doszliśmy do niego na przełaj. Po rozpoznaniu terenu, okazało się, że  można wejść do środka, a wewnątrz podziwiać mikroszatę naciekową. Jak w jaskini!

Zmęczyła nas zabawa w wojsko. Po krótkiej przemowie dowódcy, który podziękował nam za męstwo i gratulował odwagi ruszyliśmy dalej. Nie była potrzebna mapa. Obraliśmy za cel wieże sanktuarium w Kralikach i szliśmy na przełaj przez zielone łąki. Po drodze mogliśmy wdrapać się na szczyt wysokiej, ażurowej wieży widokowej. Konstrukcja choć trwała, wydawała się mocno zdradliwa, za sprawą prześwitujących krat w podłodze.

W końcu dotarliśmy do Kralików. Jest to najbardziej katolicki region Czech, więc nie powinien dziwić fakt, że właśnie tutaj znajduje się jedno ważniejszych sanktuariów w kraju. Odwiedziliśmy tutejszą kaplicę Świętych Schodów. Obejrzeliśmy wystawę figur i obrazów w wirydażu. Przez chwilę uczyliśmy się tez czeskiego ze śpiewnika, jaki znaleźliśmy w kościele. W kklasztorze panowała cisza i spokój, ale cały czas docierały do nas dźwięki wesołej zabawy. Okazało się, że przed kościołem trwa właśnie festyn strażacki. Oczywiście wzieliśmy w nim udział. 

W końcu zmęczenie zaczęło dawać znać o sobie. Postanowiliśmy udać się na zasłużony obiad. W gospodzie zamówiliśmy pełny dwudaniowy obiad i deser. Musieliśmy nabrać sił, żeby nie paść w drodze powrotnej. Obiad jedliśmy dość długo, ale i tak mieliśmy spory zapas czasu. Nasz opiekun postanowił, że zafunduje nam przejażdżkę. kraliki leżą przy ślepej odnodze lini kolejowej z Dolnej Lipki do Szczytów. Pojechaliśmy do stacji końcowej, skąd bez wysiadania wrócimy do Lichkowa, skąd bezpośrednim pociągiem pojechaliśmy do Wrocławia. na miejsce dotarliśmy około 21.30.

(JT)

Jeżeli nie życzą sobie Państwo, aby Państwa zdjęcie lub zdjęcie z państwa wizerunkiem, było zamieszczone w galerii, proszę przesłać informacje na adres email: jan.taczynski@wp.pl. Po otrzymaniu informacji zdjęcie zostanie usunięte.
ekcyjne

Comments System

Disqus Shortname