sobota, 26 maja 2012

Wywiad z panią Anną Gordyjewską, przewodnikiem po Lwowie

Podczas tegorocznej wycieczki do Lwowa jedna z uczennic klasy 3c - Ewa Mańkowska - przeprowadziła wywiad z przewodniczką po mieście, panią Anną Gordyjewską.



E.M.: -Dzień dobry ! Czy może nam się Pani przedstawić i opowiedzieć nam czym się Pani zajmuje oprócz oprowadzania wycieczek po Lwowie?

Anna Gordyjewska
A.G.: -Dzień dobry! Nazywam się Anna Kordyjewska i jestem Polką. Uczyłam się w polskiej szkole im. Marii Magdaleny we Lwowie, która nie dawno obchodziła swoje 195 -lecie. Studiowałam dziennikarstwo we Lwowie oraz w Polsce- studium wychowania społecznego i dziennikarstwa na KUL-u. W 1997 roku napisałam pracę na temat remontów prowadzonych na cmentarzu Orląt Lwowskich. Jestem redaktorem naczelnym polskiego radia we Lwowie, które kojarzy nam się ze Szczepciem i Tońciem oraz panią Władysławą. Moją wielką miłością jest moja rodzina, polski Lwów i historia tego miasta. Lwów był w granicach Rzeczpospolitej do 1939 roku. To jemu poświęciłam całe moje życie. Myślę, że przez oprowadzanie, pozostawienie w sercach zwiedzających jakichkolwiek skojarzeń (nie muszą być to wspomnienia wyłącznie pozytywne) ludzie zapamiętają i pokochają to miasto. Im człowiek więcej się dowiaduje, tym bardziej jest dojrzały i dzięki temu więcej pamięta. I jeśli kiedyś któraś z osób oprowadzanych przeze mnie zobaczy Lwów w telewizji i przypomni się jej to co tu widziała, mam nadzieję, że przyjedzie do nas po raz kolejny. 

Oprócz tego kształcę młodych przewodników, wykładam w szkole przewodnickiej. Moją wielką miłością jest również teatr - grałam w teatrze będąc dzieckiem i wciąż jestem aktorką polskiego teatru we Lwowie.

E.M.: - Jak pani ocenia relacje polsko-ukraińskie od 1945 roku, czyli daty końca drugiej wojny światowej do 2012 roku, czyli Mistrzostw Europy w piłce nożnej?

fot. Natalia Stachowiak
A.G.: - Po wojnie tych relacji, właściwie nie było, ponieważ Ukraina była częścią Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich. Do 1991 r. były to relacje Związek Radziecki- Polska. Polska miała misję wprowadzenia Ukrainy do Unii Europejskiej. Jest ona krajem ujednoliconym pod względem języka, w którym religią narodową jest rzymsko-katolicyzm. Jest to też państwo o małym odsetku obcokrajowców, w porównaniu z innymi państwami zachodnimi np. Francją, Anglią. Jest również krajem bardziej zamkniętym niż inne. Uważam, że to dobrze. Nie ma tu konfliktów na tle religijnym, np. pomiędzy muzułmanami a chrześcijanami, jak we Francji. Polska zawsze dążyła do zerwania więzi z Rosją i po wejściu do Unii Europejskiej, jest krajem, który najwięcej na tym zyskał.

fot. Ewa Mańkowska
Jeśli mówimy o relacjach na tle politycznym, to dużo zależy od prezydenta i od partii, która stoi u władzy. Poprzedni prezydent (Wiktor Juszczenko) był bardziej pro europejski. Ludzie wierzyli, że Ukraina może wstąpić do Unii Europejskiej, jednak te nadzieje nie trwały długo, ponieważ obecny prezydent jest bardziej pro rosyjski. Ukraina jest teraz podzielona pomiędzy zwolenników i przeciwników polityki pro rosyjskiej. Tych drugich jest jednak znacznie więcej.

E.M.: - W jaki sposób mieszkańcy Lwowa reagują na wycieczki z Polski?

A.G.: - Mówiłam już jak układają się relacje pomiędzy politykami, natomiast stosunki pomiędzy zwykłymi ludźmi są dobre. Organizowane są na przykład wymiany kulturowe. Aktorzy, malarze, sportowcy jeżdżą do Polski, a Polacy przyjeżdżają do nas. Tak naprawdę, poza polityką, ludzie się dogadują i wszystko jest w porządku.

Na zachodzie, oczywiście, ludzie pamiętają o Wołyniu, o rzeziach, ale z czas leczy rany i kolejne pokolenia o tym zapomną. A jeśli nie zapomną – postarają się wybaczyć. 

We Lwowie nie ma zakładów przemysłowych, dlatego turystyka jest bardzo ważna dla rozwoju miasta. Wiadomo – kiedy przyjeżdża turysta to zostawia tu swoje pieniądze, które są bardzo ważne dla miejscowości. Dlatego mamy dużo hoteli, restauracji itp.

Stadion, fot. Natalia Stachowiak
Euro 2012 poza Polską jest również organizowane na Ukrainie (we Lwowie, w Kijowie, Doniecku i Charkowie), z czego bardzo się cieszymy. Lwów jest teraz bramą do Europy, ponieważ do granicy z Polską jest tylko siedemdziesiąt kilometrów. Dzięki Euro został wybudowany nowy stadion. Wcześniej posiadaliśmy tylko taki mały i skromny należący do drużyny Karpaty. Cieszymy się również z nowego lotniska, które daje nam możliwość wymiany turystycznej. Będzie teraz latać więcej samolotów, niż dotychczas, np. do Wrocławia, Krakowa, Warszawy. Pamiętajmy również , że Ci ludzie nie będą latać tylko do Wrocławia, część z nich będzie podróżować dalej, w głąb Europy. Wrocław będzie zatem taką druga bramą do Niemiec; pierwszą, między wschodem a zachodem - Lwów. 

E.M.: -Które miejsce lubi Pani najbardziej pokazywać turystom? 

A.G.: - Kocham cały Lwów i się tu nigdy nie nudzę. Zawsze jestem szczęśliwa, kiedy przychodzę do Teatru Opery, Katedry Ormiańskiej, kaplicy Boimów czy na Cmentarz Łyczakowski. Sentymentalnym miejscem jest też Katedra. Wielkie wrażenie robi na mnie Kościół Jezuitów oraz Politechnika Lwowska, mimo że rzadko tam przychodzę. (Jest ona niedostępna dla turystów.) Zawsze miło wspominam również dawne kasyno szlacheckie oraz muzeum fotograficzne (dawna kasa oszczędności).

fot. Magdalena Łukowiak

E.M.: -Bardzo dziękujemy za poświęcony nam czas. Do widzenia.

A.G.: - Do widzenia.

piątek, 25 maja 2012

Lwów i Kamieniec Podolski (wycieczka 45)

W dniu 20.05.2012 roku przybyłam pod Gimnazjum numer 29, aby  w późnych godzinach wieczornych, wraz z klasami „3c” i „3d” oraz opiekunami – . Elżbietą Cichos oraz p. Izabelą Pilarską, p. Pawłem Prygielem i p. Janem Taczyńskim wyruszyć w długą i męczącą podróż na „Zieloną Ukrainę”.

Na początku wszystko szło dobrze. Nikt nie zapomniał o paszporcie, każdy odpowiednio przygotował się do wyjazdu. Pożegnaliśmy się z rodzicami i wyjechaliśmy. Wkrótce jednak, po ok. 25 przejechanych kilometrach, zarządzono „30 minut postoju” z niewyjaśnionych przyczyn. Owe „30 minut” przeciągnęło się do 2,5 godziny. Spędziliśmy je rozmawiając, żartując i robiąc sobie pierwsze wycieczkowe zdjęcia na parkingu. Po naprawieniu autokaru wsiedliśmy do niego i wyruszyliśmy w dalszą drogę.Przez granicę przejechaliśmy w miarę szybko i sprawnie. Moje pierwsze zderzenie z Ukrainą to oczywiście ujrzenie cyrylicy. Nie mogłam rozszyfrować praktycznie żadnego słowa i wtedy poczułam, że jestem daleko od domu. Pan Taczyński dopilnował jednak, żebym już drugiego dnia umiała przeczytać różne nazwy. 

W poniedziałek, pierwszym celem naszej podróży było miasto Lwów, z którym wiąże się duża część polskiej historii. Na początku zwiedziliśmy Cmentarz Łyczakowski. Pochowani są tam zasłużeni Polacy. Między innymi Maria Konopnicka, Artur Grottger, Ludwik Kubala, Karol Szajnocha i inni. To ogromna część polskiej kultury. Uważam, że każdy Polak powinien zobaczyć to cudowne miejsce. Znajduję się tam również Cmentarz Orląt Lwowskich, na którym postawiłam swój znicz ku pamięci tych, którzy zginęli w obronie polskiej państwowości. Pogrążeni w zadumie udaliśmy się rozklekotanym tramwajem na Stare Miasto. Obejrzeliśmy między innymi: Arsenał Miejski, Pomnik Adama Mickiewicza, dwie archikatedry pw. Wniebowzięcia NMP – łacińska i ormiańską, Rynek i wiele innych interesujących obiektów, których we Lwowie nie brakuje. Dostaliśmy trochę czasu wolnego, co nas wszystkich najbardziej ucieszyło. Wieczorem udaliśmy się do miejsca naszego pierwszego noclegu w Wyższym Seminarium Duchownym w Brzuchowicach. Nie obyło się bez niespodzianki. Okazało się, że w seminarium przeciągnęły się jakieś ważne rekolekcje. Ksiądz, z którym się kontaktowaliśmy stanął jednak na wysokości zadania i zorganizował nam nocleg w hotelu, za tą samą cenę a w jeszcze lepszych warunkach niż planowaliśmy!   

We wtorek po wykwintnym śniadaniu wyruszyliśmy w drogę do Kamieńca Podolskiego. Zajęło nam to sporo czasu. W pewnym momencie p. Prygiel przerwał senną atmosferę podróży niespodziewaną komendą „Proszę przygotować paszporty!”. Okazało się, że zatrzymaliśmy się nad Zbruczem, w miejscu gdzie w latach 1921 - 1939 przebiegała granica polsko-radziecka. Niektórzy dali się nabrać i wychodząc z autobusu trzymali w rękach paszporty. Po tej nieoczekiwanej przerwie nasza podróż znów wróciła do poprzedniej monotonii. Raz w górę, raz w dół. Na miejscu byliśmy dopiero na obiadokolację. Już od samego wjazdu do miasta zachwycił mnie jego urok, piękno i klimat. Wieczorem udaliśmy się na spacer w okolice Bramy Polskiej oraz Wieży Batorego. Osobiście zakochałam się w tym miejscu!

Następnego dnia, czyli w środę, od rana wyruszyliśmy na zwiedzanie Kamieńca, razem przewodnikiem panem Saszą. Zobaczyliśmy między innymi katedrę świętych Piotra i Pawła wraz z dobudowanym w czasach tureckich minaretem i figurą Matki Bożej. Przeszliśmy przez Bramę Triumfalną, Klasztor i Kościół dominikański pw. św. Mikołaja, Rynek Polski i Ormiański, Zespół Obwarowań Bramy Miejskiej, Most Turecki, Twierdzę Kamieniecką, Cerkiew pw. św. Krzyża na Karwasarach, Bramę Ruską, część niezachowanej Katedry Ormiańskiej św. Mikołaja, Cerkiew św. Mikołaja. Było tego sporo, a pewnie udało by się wymienić kilka innych obiektów. Przeszliśmy się również słynna wiszącą kładką nad Smortyczem. Najedliśmy się strachu, że wpadniemy do wody. Gdy wszystko się buja, a pod nogami widać spróchniałe deski, człowiek myśli tylko i wyłącznie o sobie.

Po krótkiej przerwie pojechaliśmy do Chocimia, aby zobaczyć słynną twierdzę nie do zdobycia. Tak, to pod tym Chocimiem, poległ hetman wielki koronny Jan Karol Chodkiewicz, o którym uczyliśmy się na lekcji historii. Zeszliśmy także w dół rzeki Dniestr. W drodze powrotnej odwiedziliśmy także Okopy Świętej Trójcy oraz Żwaniec, czyli miejsce gdzie dawniej schodziły się granice trzech państw – Polski, Rumunii i Związku Radzieckiego. Zmęczeni, ale zadowoleni, powróciliśmy do Kamieńca. Wieczorem mieliśmy chwilę czasu wolnego aby zakupić pamiątki oraz prezenty na Dzień Matki (J), a także odpocząć. Akurat ja siedziałam w oknie i wpatrywałam się z rozmarzeniem w panoramę tego cudownego miejsca. Wieczorem chętni udali się na apel wieczorny do Katedry, o której miejscowy ksiądz proboszcz Roman opowiedział wiele ciekawych historii.

W czwartek rano był dzień wyjazdu, porządkowania i pakowania … Ja korzystając z okazji wstałam z poświęceniem o godzinie 6 rano i wraz z panem od geografii udaliśmy się na polsko- ukraińską mszę świętą w kościele świętego Mikołaja. Zaciekawił mnie sposób jej odprawiania, który nieco różnił się od naszych zwyczajów. Po powrocie zjadłam śniadanie, spakowałam walizki i po raz ostatni, korzystając z czasu wolnego, usiadłam w oknie i rozmarzyłam się o Kamieńcu Podolskim.

Wyjechaliśmy. Po drodze zwiedziliśmy jeszcze ruiny zamku w Skale Podolskiej. Było tam dużo ciekawych zakamarków i zakątków, a także kolejna kładka do przejścia tym razem nad ongiś granicznym Zbruczem. Można powiedzieć taki jeszcze wyższy „level”. Wieczorem dojechaliśmy do Lwowa, gdzie zjedliśmy pyszny obiad i spędziliśmy ostatnie chwile na Ukrainie szukając pamiątek, siedząc na ławeczkach i robiąc ostatnie zdjęcia.

O północy, w rytm melodii Mazurka Dąbrowskiego, nadawanego przez Polskie Radio program 1, przekroczyliśmy granicę Rzeczpospolitej Polski. Wspomniałam klimat Lwowskich ulic, takie krzywe i bez pasów, ale cudowne oraz kamienieckich widoków - „…na lewo most, na prawo most…” Będę tęsknić za tym wszystkim, jednak „wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej’’. Myślę, że wielu z nas poczuło się jakby zostawiło tam kawałek siebie, kawałek serca!

Magdalena Łukowiak, klasa III E

Jeżeli nie życzą sobie Państwo, aby Państwa zdjęcie lub zdjęcie z państwa wizerunkiem, było zamieszczone w galerii, proszę przesłać informacje na adres email: jan.taczynski@wp.pl. Po otrzymaniu informacji zdjęcie zostanie usunięte. 

środa, 9 maja 2012

Forty w Srebrnej Górze

Dzisiaj coś raczej dla fanów historii i militariów, ale także dla górskich piechurów. Mam na myśli forty w Srebrnej Górze! Sama Srebrna Góra to przyjazna, cicha miejscowość położona w województwie dolnośląskim. Oprócz Twierdzy będącej jej główną atrakcją, znajdziemy w okolicy na górskich szlakach również sztolnie dawnej kopalni srebra oraz budowle inżynierskie zlikwidowanej sowiogórskiej kolejki zębatej: dwa wiadukty oraz most wiszący. 



za : www.atlas.pl
Wróćmy do samych fortów. Istnieje bardzo wiele opcji zwiedzania, wersja podstawowa (najważniejszy fort - Donjon, pokaz strzelania z broni czarnoprochowej, izba pamiątek) kosztować nas będzie od 12 zł (bilet ulgowy) do 15 zł (bilet normalny). Warto zaznaczyć, że po zdobyciu korony fortu czekają nas niesamowite widoki na Sudety. Dla większych grup organizowane są gry terenowe, warsztaty historyczne czy też specjalne atrakcje. Można także wybrać się na zwiedzanie nocą. 

JAK DOJECHAĆ? 
za : latawce.netstrefa.pl
Wycieczkę rozpoczynamy na Dworcu Głównym we Wrocławiu (rozkład - www.rozklad-pkp.pl) , kupując bilet do Ząbkowic Śląskich. Prawdopodobnie dojedziemy tam z przesiadką w Kamieńcu Ząbkowickim, przy czym w drugim pociągu spędzimy jedynie dziesięć minut. Z Ząbkowic Śląskich do Srebrnej Góry przemieścimy się autobusem lub busem, ale z racji częstych zmian w rozkładzie nie będę go tutaj zamieszczać. 

W Srebrnej Górze do fortu Donjon prowadzi kilka, dobrze oznakowanych szlaków. Z centrum drogą asfaltową jest przed nami niecałe trzy kilometry drogi. Generalnie ciężko się tam zgubić, a "wszystkie drogi prowadzą do fortu".

za : maps.google.pl 


Comments System

Disqus Shortname