sobota, 31 maja 2014

Akcja "Cmentarz". Moczydlnica Klasztorna.

fot. Magdalena Łukowiak, 2014

Budzik. 5:00. "Chyba coś mi się pomyliło, co dzisiaj za dzień? A, nie, zaraz chwila, ja muszę wstawać! JUŻ!" - tak mniej więcej wyglądały moje pierwsze myśli dzisiejszego dnia. Następnie zerwałam się z łóżka, potem pobiegłam po rower do piwnicy i wyruszyłam "w nieznane". 

Pierwszym "nieznanym" był Dworzec Główny PKP. Moim celem ponownie była ziemia wołowska. Bywaliśmy tam jakiś czas temu, kiedy pisałam pracę na jej temat. Zawsze wiązała się z nią jakaś dziwna przygoda, np. pogryzienie przez komary, znalezienie kota czy przemoknięcie do suchej nitki... Aż się bałam, co będzie dzisiaj. 

Moczydlnica Klasztorna; fot. MŁ
Tym razem moje zadanie było czymś zupełnie odmiennym. Czymś, co od bardzo dawna chciałam robić. Nie mając towarzystwa postanowiłam uprzeć się i (mimo wszelkich zakazów jechania samemu, głosu rozsądku i błagań przychylnych ludzi) choćby świat się walił spełnić swoje marzenie, a jednocześnie zrobić coś dobrego dla ludzi. Tak więc włączyłam się w akcję Towarzystwa Miłośników Kultury Kresowej (TMKK) polegającej na odchaszczaniu (dosłownie) dawnego cmentarza w niewielkiej miejscowości - Moczydlnicy Klasztornej

Droga do niej nie była łatwa. Wybrałam czerwony szlak rowerowy. Początkowo wszystko szło idealnie, ale wpadnięcie do wielkiej kałuży trochę popsuło koncepcję. Błoto było prawie wszędzie. Gdy kałuże znikły pojawił się piach, co poskutkowało prowadzeniem roweru obok siebie. Ostatecznie wydostałam się na drogę w miejscowości, która była moim celem i radośnie zakrzyknęłam "KOCHAM ASFALT!". O ile dobrze pamiętam, na ziemi wołowskiej zdarzyło mi się do dokładnie drugi raz.

Cmentarz, stan sprzed prac; fot. MŁ
Mimo, że na mojej mapie (papierowej oczywiście!) było oznaczenie pod tytułem "dawny cmentarz" miałam pewne problemy z odnalezieniem go. Ostatecznie po okrążeniu całej wsi zauważyłam jeden grób, który był dobrym tropem. Poza nim były głównie chaszcze, krzaki, pokrzywy, drzewa ... Innymi słowy - wszystko, tylko nie cmentarz.

Szybko więc zabrałam się do roboty wraz z innymi członkami Towarzystwa. Po godzinie męczenia się z maczetą nadciągnęły posiłki w postaci mieszkańców wsi z kosiarką i wozem do wywożenia trawy, a także jeszcze kilku wspaniałych Desperatów z Wrocławia :). 

fotografia za: Kurier Gmin
Po dwóch godzinach miejsce to zaczęło nabierać wyglądu cmentarza. Zza drzew wycinanych piłą spalinową, gałęzi zaciąganych przez nas na wóz i nieskończonych pokładów zieleniny zaczęły wyłaniać się stare, poprzewracane groby. Mężczyźni przywrócili im pion i odczyścili je. Okazało się, że zachowały się nawet niemieckie napisy.

Cmentarz, widać już mur!; fot. MŁ
Po trzeciej godzinie pracy przyszedł ksiądz Proboszcz, dzięki któremu m.in. prace były możliwe. Pomodliliśmy się wspólnie za dusze zmarłych, zrobiliśmy sesję zdjęciową:) i uznaliśmy prace za zakończone, ponieważ przemiana tego miejsca była tak niezwykła, że aż sama nie mogłam uwierzyć! Zostaliśmy również zaproszeni na poczęstunek u Księdza. 
Jesteśmy nawet w gazecie!

Droga powrotna wydała mi się znacznie krótsza, ponieważ wracałam ASFALTEM. Brak kałuż spowodował, że na pociąg czekałam około 30 minut ;). Podsumowując dzisiejszy dzień mogę powiedzieć, że nigdy nie widziałam jeszcze takiej wspaniałej, zgranej i efektywnej współpracy ludzi, którzy właściwie się nie znają albo nie znają zbyt dobrze! (np. mieszkańcy i członkowie Towarzystwa). Dziękujmy Bogu za to, że są tacy ludzie!


Warszawa (wycieczka 66)

W ostatnią sobotę maja o godzinie 3.30 dzwoni budzik. Wstaję. Godzinę później jadę już w kierunku Warszawy razem z 3 osobową grupą opiekunów i 42 młodymi przedstawicielami do stolicy. Wszyscy zadają sobie pytanie jaki jest nasz cel. Przez ostatni dni na podwórku naszej szkoły szykowany był program artystyczny, co skutecznie przeszkadzało w prowadzeniu lekcji. Mamy jakieś niejasne informacje, że nasz program będzie atrakcją odbywającego się na Stadionie Narodowym Pikniku Naukowego. Jakież będzie później nasze zdziwienie ...

Opiekunowie przygotowanie na występ!
Jest 10 przed południem. Na parking centrum handlowego do Janek pod Warszawą zajechało kolejno 10 autobusów. W każdym kilkudziesięciu gimnazjalistów i ich opiekunowie. Ukazuje się skala przedsięwzięcia. W autobusie i częściowo na płycie parkingu szykujemy się do występu. Ubieramy koszulki w barwach miasta, dmuchamy balony. Pomiędzy autobusami chodzi organizator i wydaje ostatnie polecenia. Cały czas mamy nadzieję, że wysiłek jest warty efektu.

Nasz program ubarwił festyn.
Ruszamy kawalkadą 10 autobusów, najpierw szerokimi drogami, później wąskimi uliczkami Wysokiego Wilanowa zajeżdżamy pod Zespół Szkół im. Wandy Rutkiewicz. Wchodzimy na teren szkolny. Trwa właśnie radosny festyn osiedlowy, z okazji dnia dziecka. Jakoś nikt nie zdziwił się, że plac szkolny nagle zapełnił się kilkusetosobową grupą ubranych na żółto i czerwono ludzi. Szykujemy się do występu na serio. 


Nasz program ubarwił festyn.
Scena ciut za mała. Przesunięto pierwsze rzędy niewielkiej widowni. Zaczyna się program artystyczny. Machamy flagami, śpiewamy wrocławskie szlagiery. Ludzie niewzruszenie trwają przy swoich zajęciach, jedzą ciasta, rozmawiają, uczestniczą w różnych zabawach ... Możemy pocieszyć się, że pewnie by się im spodobało, gdyby mogli cokolwiek zobaczyć ... Po kwadransie występu i części oficjalnej jesteśmy wolni. Nasze zadanie zostało wykonane.

Piknik Naukowy na Stadionie Narodowym
Jedziemy na Stadion Narodowy. Tu tym bardziej nikt na nas nie czeka. Ale atrakcji mnóstwo, więc większość z nas wędruje wśród tłumów warszawiaków i innych przyjezdnych osób. Co stoisko to inna atrakcja. Prezentują się szkoły wyższe i instytuty naukowe, agendy rządowe. To trzeba przyznać rzecz godna uwagi.

W międzyczasie otrzymuję od kierowniczki wyjazdu - p. Izy trudne zadanie. Zorganizować obiad dla prawie 50 osobowej grupy w godzinę. Z takim zadaniem mogą sobie poradzić tylko w jednym miejscu w restauracji Rewers działającej w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego. Menedżerka trochę tylko zdziwiona przyjmuje zlecenie. Po godzinie jesteśmy razem z młodymi po sycącym i smacznym obiedzie. 

Przed Biblioteką UW po smacznym obiedzie.
Na zakończenie wizyty w stolicy czeka nas jeszcze jedno trudne zadanie. Przemieszczenie się z Powiśla na Pragę, na Stadion Narodowy. Pomimo dużej grupy i konieczności przesiadek jesteśmy sprawni jak nikt inny. Razem z kierowniczką na przystankach zaglądamy czy nikt nie wypadł, czy wszyscy wsiedli ... Chyba odkryliśmy nowe powołanie. Zostaniemy konduktorami!



ZAPRASZAM DO OBEJRZENIA GALERII ZDJĘĆ.
Zdjęcia autorstwa Jana Taczyńskiego

Jeżeli nie życzą sobie Państwo, aby Państwa zdjęcie lub zdjęcie z państwa wizerunkiem, było zamieszczone w galerii, proszę przesłać informacje na adres e-mail: jan.taczynski@wp.pl. Po otrzymaniu informacji zdjęcie zostanie usunięte.

czwartek, 29 maja 2014

Klimatyczni w akcji

Przed paroma dniami informowaliśmy was o naszych planach dotyczących przeprowadzenia symulacji negocjacji budżetowych Unii Europejskiej. Nasze plany musieliśmy trochę zmodyfikować, gdyż jak pewnie nauczyliście się, że w naszej szkole dużo się dzieje! Część potencjalnych uczestników debaty zapomniała, gdyż wczoraj wrócili z wycieczki, część uczestników została zaangażowana w próbę przed sobotnim wyjazdem do Warszawy, a część wyszła do ZOO. Nasz samorząd nie traci jednak zimnej krwi i zaplanowane wydarzenie zdołaliśmy w końcu zrealizować.

Z przepastnej szafy pana Taczyńskiego został wyciągnięty scenariusz negocjacji klimatycznych, który nie wymaga zbytniego przygotowanie. Uczestnicy zostali podzieleni na siedem drużyn reprezentujących różne kraje i regiony świata. Celem gry było obniżenie światowej emisji CO2 o połowę. Każdy z uczestników dysponował pulą pieniędzy, którą mógł przeznaczyć na obniżenie emisji. Jednak jak pokazała praktyka nikt się do tego nie kwapił. Po pierwszej rundzie negocjacji nic nie wskazywało na to, że uczestnicy zdołają obniżyć redukcję choć by o kilkanaście jednostek. Wygłaszano płomienne przemówienia, zgłaszano górnolotne propozycje, ale cel był równie daleki jak na początku gry.

Dopiero seria ogólnoświatowych klęsk doprowadziła do pierwszych porozumień. Początkowe ograniczenia emisji należy uznać za mocno symboliczne. Kiedy czas przeznaczony na negocjacje zaczął dobiegać końca zaczęły się dziać wyjątkowe wydarzenia! Niespodziewanie państwa zawiązały ponadkontynentalne sojusze i tak oto powstała unia Stanów Zjednoczonych, Indii i Chin! Dzięki temu odważnemu krokowi udało się połączyć siły i zbliżyć się upragnionego celu.

Początkowo wydawało się, że uczestnicy nie dadzą rady się porozumieć i bardzo sceptycznie podejdą do samej formy zabawy. Wątpliwości okazały się jednak płonne. Wszyscy wspaniale się zaangażowali! Choć tematyka była zupełnie odmienna od planowanej to efekt bardzo podobny. Uczestnicy dostrzegli jak trudno jest się porozumieć, jeśli w grę wchodzą różne regionalne interesy.

Jan Taczyński


czwartek, 8 maja 2014

V Konkurs Nauk Przyrodniczych "Victor"

Konkurs Nauk Przyrodniczych "Victor" ta nasza szkolna tradycja, z której jesteśmy niezwykle dumni. Pierwsza edycja odbyła się w 2009 roku. Kolejne lata przynosiły kolejne edycje, więc jak łatwo obliczyć w tym roku zorganizowaliśmy konkurs po raz szósty! Nauczyciele zdecydowali się odejść od przekrojowego charakteru konkursu i zaproponowali konkurs tematyczny. W tym roku królowała "Chemia życia codziennego" a ciężar organizacji spoczywał na naszych nauczycielkach chemii – p. Joannie Sadowskiej i p. Bogusławie Jaz.

Do szkoły przybyli przedstawiciela 19 szkół z terenu województwa. Po powitani przez dyrektora Marka Sempika i wykładzie pani prof. dr hab. Jadwigii Sołoducho o żywności genetycznie modyfikowanej, uczestnicy przystąpili do najtrudniejszej części – rozwiązania arkusza zadań. Pomimo tego, że wszystkie zadania miały zamkniętą formę, nie należały do najłatwiejszych. Trzeba było ruszyć głową, zajrzeć do układu okresowego, przeliczyć wartości … Na rozwiązanie zadań przewidziano przeszło godzinę. Choć na konkurs przyjechali najbardziej uzdolnieni chemicy ze swoich szkół, to wydawało się że dla niektórych czasu było wyraźnie mało. Cóż dewiza konkursu wydaje się jasna – „Niech zwycięży najlepszy”!

Chcąc uatrakcyjnić formułę konkursu i przyspieszyć ogłoszenie wyników zdecydowano, że po zakończeniu części pisemnej i przeniesieniu rozwiązań na kartę odpowiedzi, uczniowie przeniosą swoją wiedzę do pamięci komputera. Dzięki zaangażowaniu p. Roberta Maurera z firmy Dreamtec uczniowie otrzymali piloty i udzielili odpowiedzi. Aby uniknąć poprawek odebrano uczniom arkusze zadań a na ekranie wyświetlały się jedynie numery pytania i cztery warianty odpowiedzi bez ich treści. Uczniowie wciskali klawisze na pilotach, fale podczerwieni niosły odpowiedzi do odbiornika, a z niego przy pomocy kabla trafiały one do pamięci komputera, który w mgnieniu oka wszystko sprawdzał i można było ogłaszać wyniki!





















I miejsce – Patrtyk Rachwał
(Gimnazjum nr 9 im. Św. Jadwigi Śląskiej we Wrocławiu)

II miejsce – Teresa Sembratowicz 
(Gimnazjum nr 29 im. Konstytucji 3. Maja we Wrocławiu)

III miejsce – Mateusz Makarek 
(Publiczne Gimnazjum nr 1 im. Mikołaja Kopernika we Bogatyni)


Główny ciężar organizacji konkursu spoczywa na nauczycielach przedmiotów przyrodniczych, zaangażowani są także nauczyciele innych przedmiotów. W tym roku, nawiązując do tematyki konkursu, p. Anna Kalisz-Walerowicz i p. Agnieszka Reymont-Kosiek zaproponowały przygotowanie prezentacji o zasadach zdrowego żywienia i poczęstunku, na który składały się pyszne i zdrowe kanapki! Był to jednocześnie inicjatywa w ramach  Programu Polsko – Szwajcarskiego o zdrowym żywieniu.


Zobaczymy czy w kolejnym roku zostanie zorganizowana następna edycja.

Comments System

Disqus Shortname