Zamek Piastowski
Wizyta w rezerwacie archeologicznym Zamku Piastowskiego u Sióstr Notre Dame
Kiedy w 2013 roku ostatni raz odwiedzałem Klasztor Sióstr de Notre Dame we Wrocławiu, odbywała się wymiana polsko‑niemiecka. Pamiętam, że udostępniono nam wtedy do zwiedzania resztki zamku piastowskiego — dosłownie kilka fragmentów murów, które bardziej pobudzały wyobraźnię, niż faktycznie pozwalały zrozumieć skalę dawnej budowli.
Dlatego kiedy w lutym koleżanka historyczka zaproponowała lekcję muzealną w ruinach Zamku Piastowskiego, szczerze się zdziwiłem. Jak w tak niewielkiej przestrzeni, gdzie przez szybę w podłodze widać zaledwie kilka obiektów, mielibyśmy spędzić dwie godziny z klasą? Okazało się jednak, że przegapiłem coś bardzo ważnego — w międzyczasie siostry Notre Dame zainicjowały szeroko zakrojone prace archeologiczne i restauratorskie. I to naprawdę zmieniło wszystko.
Był zimny poranek, choć kwitnące krzewy przypominały, że wiosna już przyszła. Szybko przeszliśmy z naszej szkoły na Ostrów Tumski i stanęliśmy przed drzwiami klasztoru. Zadzwoniliśmy. Po chwili wyszedł do nas przewodnik — pan Łukasz — w stylizowanym średniowiecznym stroju. Już po kilku zdaniach okazało się, że kojarzy naszą szkołę, bo pracowała w niej jego dobra znajoma, nasza dawna bibliotekarka, Kasia Rzeźniczak. Od razu wróciły miłe wspomnienia wspólnych gimnazjalnych inicjatyw, np. ostatniej polegającej na kręceniu klipu filmowego.
Wchodzimy do środka. Najpierw kierujemy się do znanych mi sprzed lat piwnic, gdzie w podłodze widać ślady zamku piastowskiego. I tu od razu zauważam pewną nieścisłość na tablicach informacyjnych: przy wszystkich prezentowanych władcach podano daty urodzin i śmierci, a przy Henryku Brodatym… daty panowania. Efekt? Można by pomyśleć, że poślubił Jadwigę w wieku dwóch lat i był od niej kilkanaście lat młodszy. Szybko to wyłapałem i skonsultowałem z towarzyszącym naszej grupie drugim nauczycielem, historykiem.
Idziemy dalej i tu zaczyna się prawdziwe zaskoczenie. W części poza budynkiem powstał pełnoprawny rezerwat archeologiczny. Odkryto liczne, świetnie zachowane fragmenty zamku piastowskiego, który — jak się okazuje — był ogromny jak na średniowieczne realia. Całość przykryto nowoczesną betonową konstrukcją. Od strony ogrodu tworzy ona duży taras, a od strony piwnic — przestronne, bardzo ciekawe muzeum. I co najważniejsze: można je zwiedzać niezależnie od pogody.
Zwiedzanie samo w sobie było interesujące, ale to, co naprawdę nadało mu charakter, to opowieści pana Łukasza. Ma niezwykły dar mówienia głośno, wyraźnie, z humorem, a jednocześnie przemycając mnóstwo faktów. Uczniowie słuchali zaskakująco uważnie. Na zakończenie mieliśmy możliwość iluminowania tekstu i wykonania pieczęci — doświadczenie, które pozwoliło choć na chwilę poczuć klimat średniowiecznego skryptorium.
W drodze powrotnej młodzież wyprosiła krótki postój na zakupy. Zatrzymaliśmy się na Placu Bema, gdzie działa kilka punktów handlowych. Ku mojemu zdziwieniu zamknięto mały sklepik spożywczy, który pamiętałem sprzed lat. Na szczęście nadal funkcjonuje tradycyjna piekarnia i punkt znanej sieci piekarniczej. Dzieci oczywiście wybrały charakterystyczny zielony sklep — słodycze, słodkie napoje, frytki. Ja natomiast poprzestałem na pachnącej bułce, co od razu przywołało wspomnienia z czasów studenckich, kiedy świeża bułka była najlepszą przerwą między zajęciami.
.jpg)


Komentarze
Prześlij komentarz