Spotkanie ze świadkiem historii.


Jako nauczyciel objazdowy często gubię w kalendarzu różne szkolne wydarzenia. Dziś docieram do Szkoły Podstawowej nr 21 na wrocławskich Osobowicach i dowiaduję się, że przewidziane jest spotkanie klas starszych z kombatantką. Obchodzimy właśnie 80. rocznicę Września ’39, więc taka rozmowa to prawdziwa, żywa lekcja historii.

Okazuje się, że pani Wanda Kiałka mieszka na tym samym osiedlu co ja — na Szczepinie — i jest teściową naszej nauczycielki informatyki. To od razu dodaje temu spotkaniu jakiejś bliskości, lokalnego kolorytu.

Spotkanie zaczyna się o 13:30 na sali gimnastycznej. Trochę obawiam się, czy młodzi będą chcieli słuchać starszej pani. Niepotrzebnie. Opowieść o latach wojny spędzonych na Wileńszczyźnie jest barwna, żywa, pełna szczegółów. A groźny wzrok pana Dyrektora robi swoje — skupienie jest wzorowe.

Mnie, jako fana okolic Wilna, całość podoba się wyjątkowo. Na zakończenie rozlegają się gromkie oklaski. Myślę, że wszyscy rzucą się do wyjścia. Nic bardziej mylnego. Spora grupa młodych, szczególnie z piątej klasy, podchodzi do pani Wandy, żeby ją osobiście uściskać. Ten widok zostaje ze mną na długo.

🕊️ Addendum po latach

Po siedmiu latach od tamtego spotkania, wracam myślami do pani Wandy Kiałki. Przeglądając lokalne wiadomości, natrafiam na informację w Kurierze Wileńskim, że major Kiałka zmarła. Zatrzymuję się na chwilę — jej opowieść o Wileńszczyźnie, żywa, barwna, pełna szczegółów, wciąż brzmi mi w uszach.

Patrzę na tamten dzień inaczej. Na salę gimnastyczną, na skupionych uczniów, na spontaniczne uściski piątoklasistów. To było jedno z tych spotkań, które zostają w pamięci nie tylko jako szkolne wydarzenie, ale jako prawdziwe spotkanie z historią. I z człowiekiem, który tę historię niósł w sobie.

 

Komentarze