Poszukiwania skarbu


Klasa 4a przez zastępstwa wyprzedziła 4b w realizacji podstawy programowej. Osoby znające realia SP29 pewnie zauważyłyby to przesunięcie czasowe, opisu lekcji i publikacji posta. Sami czwartoklasiści raczej nie zauważą tego czasowego obsunięcia. Nie  czytają blogów. Dla nich taka forma komunikacji to już prehistoria.

Na jednej z grup nauczycielskich trafiłem na ciekawy pomysł: przyrodnicze bingo. 25 obrazków z krótkimi zadaniami, np. 

  • Znajdź skorupkę ślimaka
  • Znajdź drzewo lub krzew z owocami

Proste, terenowe, angażujące. I wystarczyło jedno zdanie o wyjściu na dwór, żeby obie klasy podskoczyły z radości.

🎒 Poszukiwania na podwórku

Uczniowie ruszyli w teren z pełnym zaangażowaniem. Jedni zbierali wszystko pieczołowicie, inni po każdej znalezionej rzeczy przybiegali z informacją, gdzie ją znaleźli. Jeszcze inni pracowali w ciszy i skupieniu. Oczywiście pojawili się też fani placu zabaw, ale szybka reakcja nauczyciela zakończyła ten powrót do błogiego dzieciństwa. Byli też maruderzy pytający: "Po co to robimy?". Wtedy jeszcze nie znałem odpowiedzi. Ale przyszła chwilę później!

🧭 Kompas — od teorii do praktyki

Na kolejnych lekcjach uczniowie poznawali kompas. Na kartce wyglądało to świetnie: kierunki świata, róża wiatrów, strzałki. Ale jak to przećwiczyć w praktyce? Tu z pomocą przyszły wcześniejsze poszukiwania. Uczniowie mieli przygotować zagadkę terenową dla innej grupy. Start w znanym miejscu — pod szkolnym „wiaduktem”. Celem był „skarb”, czyli jedna z rzeczy odnalezionych podczas bingo. I zaczęło się odliczanie: 5 kroków na północ, 17 na wschód, potem skręć na południowy zachód.

Działka szkoły jest prostokątna, a ogrodzenie idealnie pokrywa się z kierunkami głównymi. Urok położenia na jednym z kwartałów średniowiecznej lokacji Nowego Miasta. Dzięki temu uczniowie szybko zorientowali się, że kompas może pójść w odstawkę.  

Oczywiście znów pojawiły się pytania:

  • A jeśli ja mam dłuższe kroki niż on?
  • A stosujemy kierunki pośrednie?
  • A jak skarb ucieknie?

🎯 I nagle wszystko miało sens.

Zadanie na poszukiwanie obiektów, które początkowo wydawało się bezcelowe, stało się świetnym wprowadzeniem do orientacji w terenie. Uczniowie: używali kompasu w praktyce, tworzyli własne trasy, myśleli przestrzennie i pracowali w grupach. Do tego świetnie się bawili. 

A ja dostałem odpowiedź na pytanie maruderów:

  • Po co to robimy?
  • Żeby nauczyć się kompasu tak, jak robią to prawdziwi odkrywcy skarbów!

🧩 A co z uczniami ze SPE?

Podczas lekcji pojawiło się też zagadnienie ucznia ze SPE. Razem z ich nauczycielkami wspomagającymi staraliśmy się ich zaangażować, ale nie do końca to wyszło. Może dobrym pomysłem na przyszłość będzie zorganizowanie spokojnego punktu kontrolnego? Każda grupa będzie musiała wykonać tam ostatnie zadanie, np. krótką łamigłówkę, krzyżówkę o Wrocławiu, albo zlokalizować bok szkoły, przy którym kiedyś stał kościół Świętego Klemensa?

🌟 Podsumowanie.

To miały być zwykłe lekcje przyrody, a wyszła gra terenowa, praktyczna orientacja, praca zespołowa i radość odkrywania. Czasem najlepsze lekcje powstają przez przypadek, albo z rzeczy, które początkowo wydają się bez celu. 

Komentarze

Popularne posty