Sanki pod koniec wiosny (wycieczka 81)
Są takie wyjazdy, które zapisują się w pamięci na długo. Dla mnie i dla klasy 3c właśnie ta wycieczka do Poznania stała się jednym z takich momentów — pełnym emocji, historii, śmiechu i świadomości, że nasz wspólny czas powoli dobiega końca.
Wszystko zaczęło się od dobrej wiadomości: kolejna transza środków z programu „Edukacja w miejscach pamięci” Urzędu Miasta Wrocławia trafiła do naszej szkoły. To była idealna okazja, by zabrać klasę 3c na wartościową, a jednocześnie pełną wrażeń wycieczkę.
Zaczęły się przygotowania: ustalanie terminu, zbieranie zgód, dopinanie formalności. Uczniowie dopytywali, planowali, ekscytowali się — a ja czułem, że to będzie naprawdę dobry wyjazd.
Spotkaliśmy się o 6:30 pod słynną walizką w holu wrocławskiego Dworca Głównego. W teorii miał jechać z nami drugi opiekun — pan Jerzy, który codziennie dojeżdża z okolic Żmigrodu. Problem w tym, że trasa kolejowa była w remoncie, a ja obawiałem się, że roboty drogowe pokrzyżują nasze plany.
Dlatego poprosiłem o wsparcie panią Magdę — wolontariuszkę, która zgodziła się dołączyć jako dodatkowa opiekunka. Na szczęście wszystko ułożyło się idealnie: w Żmigrodzie dosiadł się pan Jerzy, a my mogliśmy ruszyć dalej, już w pełnym składzie.
Po przyjeździe do Poznania rozpoczęliśmy zwiedzanie od przejazdu tramwajem na Kaponierę, a potem — po krótkiej przesiadce — skierowaliśmy się w stronę Ogrodów. Stamtąd czekał nas już tylko krótki spacer do Fortu VII.
Zwiedzanie było intensywne i poruszające. Opowieści o okrutnych czasach okupacji niemieckiej, zestawione z oglądaniem miejsc, w których rozgrywały się codzienne tragedie, zrobiły na uczniach ogromne wrażenie. To była prawdziwa lekcja historii — taka, której nie da się przeprowadzić w klasie.
Po zakończeniu zwiedzania znów wsiedliśmy w tramwaj. Tym razem wysiedliśmy na Placu Wiosny Ludów, skąd doskonale widać Zamek Królewski — nasz kolejny cel.
Wejście na wieżę okazało się strzałem w dziesiątkę. Panorama Poznania zachwyciła wszystkich, a uczniowie robili zdjęcia jak profesjonaliści.
Po zejściu z wieży poczuliśmy, że czas na coś słodkiego. Pokazałem młodzieży, gdzie można kupić rogale świętomarcińskie, a oni — jak to oni — poprosili o chwilę wolnego, by skoczyć jeszcze na inną przekąskę na Rynku. W końcu zwiedzanie też wymaga energii.
Kolejnym punktem programu była Malta, gdzie czekały na nas trzy przejazdy na saneczkach. Sanki w przededniu lata? Dla gimnazjalistów to była atrakcja absolutnie wyjątkowa.
Okazało się, że te szalone zjazdy wyzwoliły w nich tyle energii, że w drodze na przystanek… odtańczyli belgijkę. I to z takim entuzjazmem, że przechodnie zatrzymywali się, by popatrzeć.
Na Dworcu Głównym w Poznaniu mieliśmy zaplanowaną krótką przerwę na obiad. Foodcourt oferował tyle możliwości, że każdy znalazł coś dla siebie — od pizzy, przez makarony, po kuchnię azjatycką.
Pociąg powrotny odjechał punktualnie o 18:10. W drodze do Wrocławia obserwowaliśmy prace remontowe na magistrali kolejowej. W Żmigrodzie pożegnaliśmy pana Jerzego, machając mu przez okna.
Czterdzieści minut później żegnaliśmy się już między sobą — po udanej, pełnej wrażeń wycieczce. I choć śmialiśmy się i rozmawialiśmy jak zawsze, gdzieś w tle pojawiła się myśl, że za kilka dni pożegnamy się na dobre, kończąc wspólną gimnazjalną drogę.



Komentarze
Prześlij komentarz