Zepsuta tablica

Na początku stycznia uczniowie przebywający na świetlicy w sali biologiczno‑geograficznej w Szkole Podstawowej nr 29 we Wrocławiu postanowili pomóc nauczycielce uruchomić dźwięk na tablicy interaktywnej. Z zapałem klikali kolejne ikonki, aż… wyklikali blokadę rodzicielską! Jej zdjęcie okazało się nie lada wyzwaniem i zajęło nam blisko dwa tygodnie. W tym czasie prowadziłem normalne lekcje, korzystając z tego, co było pod ręką.

Jednym z ciekawszych odkryć okazał się powrót do papierowych map. Podczas lekcji o położeniu i linii brzegowej Afryki uczniowie klasy ósmej z entuzjazmem podchodzili do mapy i wskazywali kolejne obiekty. Nie zdążyłem wymienić mapy przed lekcją w klasie piątej. Zauważyłem, że jeden z uczniów obserwował z zaciekawieniem mapę. Zgłosił się do odpowiedzi i trafnie zauważył, że pochodzi sprzed 2011 roku. Zapytałem, skąd taki wniosek — bez wahania odpowiedział, że nie ma na niej Sudanu Południowego. Prosta obserwacja, a jak celna!

To doświadczenie przypomniało mi, że tradycyjne metody nie mogą całkowicie zniknąć z edukacji. Wciąż są wartościowym i potrzebnym uzupełnieniem pracy dydaktycznej, a czasem potrafią zaskoczyć bardziej niż najnowocześniejsza technologia.

Już planuję kolejny powrót do klasycznych pomocy. Na lekcji biologii o dowodach ewolucji w klasie ósmej chcę wykorzystać kolekcję skamieniałości, która kiedyś była stałym elementem zajęć geologicznych. Myślę, że uczniowie będą zachwyceni możliwością pracy z prawdziwymi okazami — a ja cieszę się, że te materiały znów dostaną drugie życie.

Komentarze

Popularne posty