Dwie stonki


Dziś do południa byłem z córką uporządkować trochę rzeczy w klasie w szkole. Udało nam się powkładać kilka starych gablot entomologicznych do nowych szuflad, zanim wyprosił nas pan odpowiadający za polimeryzację podłóg. Za to nie lubię szkoły — nigdy nie można popracować na 100%, bo zawsze okazuje się, że coś lub ktoś nam przeszkodzi.


Przy okazji dowiedziałem się, że te stare drewniane skrzynki z przeszklonym wieczkiem, zawierające zasuszone owady (motyle, chrząszcze, błonkówki) przyszpilone do podłoża i dokładnie podpisane, mają nieraz dużą wartość kolekcjonerską. Przy okazji musiałem też wysłuchać przytyku od pani sprzątającej: „Pan ma tych gratów w sali. Trzeba je wyrzucić”. Nic nawet nie powiedziałem o możliwości wykorzystania tego na lekcji czy o moim planie stworzenia gabinetu osobliwości przyrodniczych. I tak tego w szkole nikt nie traktuje poważnie. Stare — znaczy do wyrzucenia.

Moją córkę zaciekawiła gablotka ze stonką ziemniaczaną. Chyba nigdy o niej nie słyszała, a zafascynował ją pasiasty styl ubarwienia. Jeszcze nie wiedzieliśmy, że dziś drugi raz spotkamy stonkę.

Jak wiecie, wracaliśmy znacznie wcześniej, niż planowaliśmy. Pojechaliśmy okrężną drogą przez Nowy Dwór. Po drodze zatrzymała nas rogatka na Robotniczej. Długo czekaliśmy, aż w końcu po torach przetoczył się dziwny skład. Charakterystyczna zielona lokomotywa manewrowa z pomarańczowymi pasami ciągnęła elektrowóz PKP Cargo. Miłośnicy kolei lubią nazywać tę zieloną lokomotywę „Stonką”. Pasiasty wygląd się zgadza, ale czemu kolor już nie?

Komentarze

Popularne posty