Z Wrocławia do Wenecji pociągiem
Rodzinna podróż pociągiem z Wrocławia do Wenecji zimą? Brzmi jak wyzwanie, ale dla nas to kolejna przygoda w rytmie slow travel. Sprawdzamy, jak wygląda trasa przez Czechy i Austrię. Trasa, przesiadki, pociąg sypialny i praktyczne wskazówki na zimową wyprawę. W artykule opiszemy jak radzić sobie z dziećmi w pociągu, co czeka na Was w Nightjecie i jak wygląda wjazd do Wenecji o poranku. Gotowi? Zapraszamy do czytania!
🌍 Rodzinna zimowa wyprawa przez Czechy, Austrię i Alpy
Uważni czytelnicy naszego bloga wiedzą, że od lat podejmujemy kolejne wyzwania związane z podróżowaniem z dziećmi pociągiem po Europie. To nasz sposób na odkrywanie świata w rytmie, który pozwala dzieciom obserwować zmieniające się krajobrazy, a nam — cieszyć się spokojem i wolnością od lotniskowej logistyki. Na kończące się ferie postanowiliśmy sprawdzić, czy da się dotrzeć nad Adriatyk pociągiem z dziećmi. I tak — udało się!
🛤️ Połączenia z Wrocławia do Wiednia — które wybrać?
Między Wrocławiem a Wiedniem kursują dwa wygodne, bezpośrednie pociągi PKP Intercity, które świetnie sprawdzają się w rodzinnych podróżach.
Pierwszy z nich, IC Danubius, to poranne połączenie z Poznania do Wiednia. Z Wrocławia rusza około 6:10, co dla rodzin podróżujących z dziećmi ma swoje plusy — maluchy często przesypiają pierwszą część trasy. Na dworcu Wien Hauptbahnhof meldujemy się punktualnie w południe, mając przed sobą jeszcze sporo dnia i czas na spokojną przesiadkę.
Drugie połączenie, IC Porta Moravica, startuje z Wrocławia chwilę po 14:00 i jedzie do Grazu, zatrzymując się również w Wiedniu. Na Hauptbahnhof dojeżdża tuż po 19:00, co idealnie zgrywa się z dalszą podróżą nocną.
Oba pociągi zapewniają wygodną przesiadkę na nocny pociąg Nightjet Austriackich Kolei Związkowych (ÖBB), który z Wiednia odjeżdża chwilę po 21.30 i jedzie prosto do Wenecji gdzie dociera około 8.30. To rozwiązanie szczególnie polecamy rodzinom — dzieci mogą przespać większość trasy, a rodzice mają chwilę na odpoczynek. Nightjet oferuje miejsca siedzące, kuszetki i wagony sypialne, dzięki czemu łatwo dopasować komfort do potrzeb najmłodszych podróżników.
🌅 Poranny start: rodzinne wyzwanie
Wybraliśmy poranny wariant podróży. Dla rodziny podróżującej z dziećmi to zawsze pewne wyzwanie logistyczne — zwłaszcza gdy trzeba obudzić całą ekipę po godzinie 4.00 i zdążyć na tramwaj około 5.20. Ku naszemu zaskoczeniu młodsza pociecha, zwykle bardziej wymagająca o poranku, okazała się tym razem wyjątkowo zdyscyplinowana. Wstała szybko, ubrała się sprawnie i była gotowa do wyjścia, jakby czekała na tę przygodę od tygodni.
Starsza pociecha najwyrażniej trafiła na fazę głębokiego snu — po przebudzeniu była wyraźnie podrażniona i zirytowana, co przy tak wczesnej godzinie trudno jej było mieć za złe. Niestety mieszkamy stosunkowo daleko od Dworca Głównego, więc taka wczesna pobudka i około godzinny margines na dojazd są u nas koniecznością. Na szczęście mamy do wyboru dwie linie tramwajowe. Tym razem udało nam się dotrzeć na tę z dłuższą i bardziej krętą trasą, co sprawiło, że zapas czasu zaczął topnieć szybciej, niż zakładaliśmy. Ostatecznie na peronie zameldowaliśmy się 10 minut przed odjazdem — w sam raz, by złapać oddech.
🗣️ Spotkanie na peronie i ciekawostka o Danubiusie
Chwilę później zagadnęła nas jedna z pasażerek — z wyraźnym niemieckim akcentem i lekką obawą w głosie zapytała, dlaczego nasz pociąg nie jest jeszcze podstawiony. Uspokoiłem ją, że sprawdziłem wcześniej Portal Pasażera i widziałem, że skład odjechał punktualnie z Poznania, a następnie bez opóźnienia minął Leszno. Pani była jednak wyraźnie zdziwiona. Zaznaczyła, że „ten pociąg zawsze zaczynał bieg we Wrocławiu” i nie wiedziała o zmianie.
IC Danubius to połączenie, które zaczęło kursować 10 grudnia 2023 roku na trasie Wiedeń – Wrocław – Wiedeń. Wraz z wejściem w życie nowego rozkładu jazdy skład został wydłużony do Poznania, dzięki czemu poranny pociąg do Wiednia startuje właśnie stamtąd. To efekt grudniowej korekty rozkładu, w ramach której PKP Intercity i ÖBB uruchomiły nową, wydłużoną relację Poznań/Kraków – Wiedeń. Nasza rozmówczyni, choć była stałą bywalczynią tego połączenia, była szczerze zaskoczona tą zmianą.
❄️ Zimowy krajobraz i pierwsze kryzysy
Jedziemy zimą. Noc jest długa, więc przez pierwsze godziny za oknem niewiele widać — dopiero za Opolem zaczyna się rozjaśniać, choć zapowiada się pochmurny dzień, więc widoki raczej nie przykuwają uwagi dzieci. Mamy zabawki, mamy zapas jedzenia, ale zmęczenie po wczesnej pobudce daje o sobie znać. Chwilami robi się nerwowo, a dzieci zaczynają szaleć, jak to bywa podczas podróży pociągiem z dziećmi. Ratujemy się zabawami: wyszukiwaniem umówionych obiektów za oknem, odliczaniem stacji i czekaniem na most graniczny na Odrze. W końcu jesteśmy w Czechach.
W Boguminie wszyscy trochę się ożywiamy. Na stacji stoi wiele składów różnych przewoźników — czeskich (České Dráhy, Leo Express) i polskich (Koleje Śląskie, PKP Intercity). Młodszy cieszy się na widok tylu pociągów naraz, a starsza czyta nazwy i z zaskoczeniem odkrywa, ilu przewoźników działa na tym pograniczu. To świetny moment w rodzinnej podróży — dzieci chłoną świat, a my mamy chwilę oddechu.
Dłuższy postój wynika z przełączeń i manewrów. Z naszego składu odłączane są trzy wagony jadące z Poznania, a dołączane trzy z Krakowa. Lokomotywa również wykonuje swoje manewry, bo musi zmienić kierunek jazdy. Co jakiś czas cały skład lekko się wstrząsa — to znak, że znów coś dołączono albo odłączono. Dla dzieci to dodatkowa atrakcja, dla nas okazja, by opowiedzieć im, jak działa kolej i dlaczego takie operacje są potrzebne.
🏰 Staré Město i Otrokovice, dwie ciekawostki na trasie.
Na czeskim odcinku trasy nasze starsze dziecko dostało prawdziwej fazy na powtarzanie nazw mijanych stacji — z taką samą gracją i intonacją, jaką prezentowała obsługa pociągu. To jeden z tych momentów, kiedy podróż pociągiem z dziećmi zamienia się w zabawę językową i małą lekcję geografii. Przy okazji wszyscy wypatrujemy ciekawostek za oknem.
Wjeżdżając do Otrokovic, od razu zauważamy "autobusy z szelkami". Okazuje się, że trolejbusy w Otrokovicach i pobliskim Zlínie tworzą jedną z najstarszych sieci trolejbusowych w Czechach, działającą nieprzerwanie od 1944 roku. To robi wrażenie — i na dorosłych, i na najmłodszych podróżnikach.
Chwilę później mijamy stację Staré Město u Uherského Hradiště. Dzieci od razu zwracają uwagę na długą, „łamliwą” nazwę. Wyjaśniam im, że w tej nazwie naprawdę słychać echa dawnych konfliktów i zmian na mapie politycznej Europy. To morawskie miasto powstało w średniowieczu, w pasie pogranicza Królestwa Czeskiego i Węgierskiego. Choć dziś Węgry są odsunięte o ponad 150 kilometrów, nazwa wciąż przypomina o historii regionu.
Tłumaczę dzieciom, że „Hradiště” oznacza po prostu gród, a „uherské” — węgierskie. Razem tworzą nazwę, która można odczytać jako „Węgierski Gród”. To piękny przykład tego, jak historia zapisuje się w geografii i jak wiele można wyczytać z nazw mijanych miejscowości, jeśli tylko ma się chwilę, by się im przyjrzeć.
🥪 Wiedeń: kanapki, Trześniewski i rodzinne dylematy
Na wiedeńskim Dworcu Głównym meldujemy się w południe. To nowoczesny obiekt otwarty w 2014 roku, z wygodnymi windami, schodami ruchomymi i licznymi punktami gastronomicznymi.
Początkowo chciałem zaprosić rodzinę na kanapki do Trześniewskiego — kultowego wiedeńskiego bufetu, założonego jeszcze w czasach cesarsko‑królewskich przez kucharza pochodzącego z Krakowa. Jego słynne mini‑kanapki stały się ikoną miasta, choć sama nazwa lokalu od zawsze była dla Austriaków wyzwaniem językowym. Dlatego firma posługuje się charakterystycznym sloganem: „Niewypowiedzianie dobre kanapki”, który jednocześnie żartobliwie odnosi się do jakości produktów i trudnego nazwiska założyciela.
Tym razem jednak zrezygnowaliśmy z wizyty. Dzieci nie były zachwycone widokiem past jajecznych, rybnych czy twarożkowych — a to właśnie one są podstawą oferty Trześniewskiego. Zamiast tego wybraliśmy inny bufet, oferujący bardziej „normalnie wyglądające” kanapki, takie klasyczne, podwójne, a nie płaskie, które od razu przypadły dzieciom do gustu. Drugie śniadanie zjedliśmy więc w spokojniejszej atmosferze, przygotowując się do dalszej części naszej rodzinnej podróży pociągiem.
⏳ Oczekiwanie na Nightjet — ostatnia prosta
Celowo zaplanowaliśmy dłuższy pobyt w Wiedniu, aby odwiedzić Dom Mórz (Haus des Merees), ale o tym napiszemy w osobnym artykule. Po zakończeniu zwiedzania i kolacji na mieście wróciliśmy na dworzec około 19.30. Snuliśmy się po punktach handlowych z pamiątkami i gadżetami, ale okazało się, że zamykane są punktuanie o 20.oo, a do odjazdu pociągu jeszcze 1,5 godziny. Uratował nas troch dłużej czynny market, gdzie kupiliśmy wodę i banany na drogę. Na dworcu jest wiele miejsc do siedzenia, ale niestety wybraliśmy trochę pechowo te przy których jećdziła maszyna sprzątająca. Co chwile musieliśmy przestawiać nasze bagaże i wózek ze śpiącym bobasem.
Liczyliśmy, że nasz skłąd Night Jet zostanie podstawony odpowiednio wcześniej. Nic bardziej mylnego pociąg do Zurychu i Wenecji wjechał na peron na 10 minut przed odjazdem, co znacznie utrudniło załadunek naszego i tak skromnego bagażu i wóżka ze śpiącym bobasem. Udał się ostatecznie rozlikować, było to o tyle łatwe, że w sąsiednim przedziale nikt nie wsiadał, więc na chwile mogliśmy odstawić tam wózek i spokojnie się rozlokować.
🎒 Ciasny przedział i bagażowe niespodzianki
Mieliśmy 3 miejscowy przedział, ale dość ciasny. Okazało się, że ani nasza torba, ani złożony wózek nie zmieszczą się pod dolne łózko. Jechaliśmy już kilka razy ociągiem sypialnym i zawsze było to możliwe. Mała przeszczeń na podłodze została skutecznie zastawiona.
Drugim problemem, o którym nie pomyśleliśmy było nieprzygotowanie w jednym worku rzeczy na przebranie na noc i na rano. Zaczęło się grzebanie po workach każego z nas z osobna. To był kolejny trudny moment.
Wiedziałem, że w wagonach sypialnyh jest śniadanie podawane do przedziału, na które można wybrać 6 elementów z menu. Rzeczywiście listy z menu leżały na naszych łóżkach, więc zaraz po rozlokowaniu wypełniłem nasze zapotrzenbowania i razem z biletem odniosłem do stewarda. Trochę się zdziwił, bo dostał to po co właśnie się wybierał.
🌙 Noc w pociągu — pobudki i alpejskie podjazdy
W końcu nastała noc. Zmęczeni zasnęliśmy, choć nie wszyscy spali jednakowo twardo. Starszej pociesze przeszkadzały zatkane uszy — pewnie efekt podjazdów na alpejskie stoki. Dorosłych budziła zbyt płaska poduszka albo hałas towarzyszący manewrom na stacji w Salzburgu czy pasażerowie wsiadający w Linzu i Sankt Pölten.
🍽️ Poranne śniadanie — rzymska uczta w wagonie sypialnym
Mimo tych drobnych niedogodności noc minęła spokojnie. Rano, nieco odprężeni, mogliśmy przygotować się do śniadania. Wiedzieliśmy, że zostanie podane około 7.30, mniej więcej godzinę przed przyjazdem, dlatego staraliśmy się ogarnąć przed tym momentem.
Są dwie opcje podania śniadania:
na rozkładanym stoliku — wtedy steward rozkłada blat, ale przestrzeń w przedziale robi się jeszcze ciaśniejsza,
albo śniadanie w łóżku.
Nie ma się czego obawiać. Jedzenie podawane jest na twardych tacach, ciepły napój trafia do porcelanowego kubka z dopasowanym gumowym zamknięciem, są też normalne sztućce. Można więc spokojnie zjeść w pozycji półleżącej, trochę jak w rzymskiej uczcie. W końcu jedziemy do Włoch — klimat zobowiązuje.
🌉 Wjazd do Wenecji — finał podróży
Stacja Venezia Mestre zwiastuje, że za chwilę wjedziemy na groblę łączącą nową i starą Wenecję. Na dworcu Venezia Santa Lucia meldujemy się punktualnie. Wychodzimy z wagonów w deszczową szarugę, ale mimo to jesteśmy gotowi na dalszą przygodę — w końcu to Wenecja, a ta potrafi zachwycić w każdej pogodzie.
🌆 Popołudnie w Wiedniu i powrót na dworzec
Nasza zimowa wyprawa z Wrocławia do Wenecji pokazała nam po raz kolejny, że podróże z dziećmi pociągiem mogą być nie tylko możliwe, ale też pełne radości, odkryć i małych lekcji świata. Od wczesnoporannej pobudki, przez czeskie i austriackie krajobrazy, po noc w wagonie sypialnym i poranny wjazd do Wenecji — każdy etap tej trasy miał swój rytm i swoją historię.
To właśnie w takich momentach widać, jak wiele dają rodzinne podróże po Europie: dzieci uczą się geografii, historii i cierpliwości, a dorośli odkrywają, że wolniejsze tempo i kolejowe realia potrafią stworzyć wyjątkową przestrzeń do bycia razem.
Jeśli szukacie inspiracji na podróż pociągiem z dziećmi, Wenecja jest świetnym kierunkiem — a sama droga staje się tu równie ważna jak cel. Ta trasa udowadnia, że nawet zimą, nawet z bagażami i wózkiem, można dotrzeć daleko, spokojnie i z uśmiechem. I właśnie dlatego wciąż wybieramy kolej.
.jpg)


Komentarze
Prześlij komentarz